Grzegorz Podlasiewicz

adwokat

Od trzech lat pracuję nad strategią „odfrankowienia” kredytów swoich klientów. Walczę nie tylko o spread wynikający z abuzywności, co rodzi ryzyko przeliczenia kredytów po kursie NBP, ale o nieważność klauzul waloryzacyjnych w ogóle, w tym przede wszystkim indeksacyjnej.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Stoję na stanowisku, że kolejne pytania do TSUE nie powinny blokować spraw frankowiczów. Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli skierował w styczniu dwa pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pytania dotyczą klauzul waloryzacyjnych w umowach o kredyt we frankach. W oczekiwaniu na werdykt unijnego sądu część spraw może być zawieszanych, choć moim zdaniem nie powinno, bo pytania są trywialne.

 Designed by drobotdean / Freepik

Postanowieniem z 22 stycznia 2020 Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dwa pytania prejudycjalne. Tak wynika z postu opublikowanego na Twitterze przez członka Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. To już kolejne zapytanie polskiego sądu po wyroku TSUE w sprawie Dziubak z października 2019 roku.

Dwa pytania do TSUE z warszawskiego sądu rejonowego.

W pierwszym sąd pyta, czy zapis umowy określający kurs kupna i sprzedaży waluty obcej musi być sformułowany w sposób jednoznaczny. Innymi słowy czy możliwe jest, aby kredytobiorca mógł samodzielnie określić kurs w danym dniu. Czy tez w świetle rodzaju umowy, jej długoterminowego charakteru, oraz faktu, że wysokość waluty obcej podlega ciągłym zmianom, możliwe jest sformułowanie postanowienia umownego w sposób ogólniejszy, a mianowicie odnoszący się do rynkowej wysokości waluty uniemożliwiający wprowadzenie znaczącej nierównowagi ze szkodą dla konsumenta.

Gdyby TSUE odpowiedział twierdząco na to pytanie. Sąd Rejonowy pyta, czy możliwa jest interpretacja takiego ogólnego  zapisu umownego na korzyść konsumenta w ten sposób, że określa ona kurs nie w sposób dowolny, ale wolnorynkowy, zwłaszcza w sytuacji, gdy obie strony tak samo zrozumiały ten zapis, a kredytobiorca nie był zainteresowany kwestionowaniem go, a także nie zaznajomił się z treścią umowy w trakcie jej zawarcia i przez cały czas jej trwania.

Moja analiza sytuacji

Moim  zdaniem, pytania te  nie wnoszą nic nowego. Odpowiedzi na nie są już od dawna znane. Odesłanie do warunków rynkowych nie spełnia testu jednoznaczności i transparentności  klauzul w umowach konsumenckich. Jest to wskazane już w wyrokach Sądu Najwyższego, Sadu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a także wyrokach TSUE C-51/17, C-186/16 oraz postanowieniu  C-126/17 i  odpowiedź na nie można tez znaleźć w orzeczeniu TSUE w sprawie Dziubak.

 

Zobacz też, eksplozja spraw frankowych w sądach – rys historyczny >>

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 (22) 622 52 13e-mail: grzegorz.podlasiewicz@adwokatura.pl

Sprawa kredytów frankowych sięga początku 2005 roku, kiedy rozpoczął się boom na udzielanie kredytów – hipotecznych, ale nie tylko – w walutach obcych. O jego skali niech świadczy fakt, że w połowie 2019 roku do spłaty pozostało 458,83 tysięcy kredytów frankowych, a ich wartość wynosi 102,8 miliarda złotych.

Zjawisko to występuje w większości krajów Europy Środkowej.Eksplozja spraw frankowych w sądach

Skąd ta nagła popularność kredytów frankowych? Mogło się wydawać – i do tego przekonywały wówczas banki i pośrednicy finansowi – że jest to rozwiązanie obustronnie korzystne. Klient otrzymywał kredyt tańszy, dzięki niższej stopie oprocentowania niż w złotówkach, i wyższy, bo zdolność kredytowa dla kredytów frankowych była wyższa niż dla tych w złotych.

Natomiast bank zarabiał dwa razy: na prowizji i na tzw. spreadzie, czyli różnicy między ceną franka szwajcarskiego (CHF), po której klient zaciągał kredyt, a następnie spłacał raty. Świadomość tego ostatniego mechanizmu mieli głównie bankowcy.

W tych pięknych czasach, między 2005 a 2008 rokiem, wydawało się, że zakup mieszkania za kredyt frankowy to inwestycja, na której nie można stracić. Przeciwnie, kredytobiorcy z miesiąca na miesiąc zyskiwali, gdyż kurs franka regularnie spadał, aż w lipcu 2008 roku osiągnął historyczne minimum na poziomie poniżej 2. złotych. Że tak już po prostu będzie, pewni byli wszyscy, na czele z bankami i nadzorującą je Komisją Nadzoru Finansowego.

Przykładowo, w Rekomendacji S z 2006 roku KNF zalecała test skrajnych warunków ryzyka kredytowego przy założeniu spadku kursu złotego, w stosunku do poszczególnych walut obcych o 30 proc…

Wskutek światowego kryzysu gospodarczego w ciągu kilku miesięcy kurs franka wzrósł o przeszło 60 proc., aż w marcu 2009 roku wyniósł 3,24 PLN.

Szok dla kredytobiorców

To był szok dla kredytobiorców, ale też dla sektora bankowego i nadzoru finansowego. Zmieniono Rekomendację S, zaostrzając warunki udzielania kredytów w walutach obcych, a i same banki zaczęły się z nich chyłkiem wycofywać. Od 2009 roku udzielono już tylko ok. 37 tys. kredytów frankowych.

Wzrost kursu CHF “zjadł” wszystkie korzyści, jakie dawać miało niższe oprocentowanie tych kredytów, raty wzrosły o kilkadziesiąt procent. Po stopniowym wzroście kurs ustabilizował się w 2011 roku na poziomie ok. 3,40 PLN. Dla większości kredytobiorców nie mniej bolesny był (i nadal jest) jednak inny skutek wzrostu kursu.

Nagle okazało się, że wartość skredytowanych mieszkań i domów jest o wiele niższa niż dług wobec banku.

Stali się więc właścicielami tzw. białych słoni, rzeczy bardzo drogich w utrzymaniu, których jednocześnie nie można się pozbyć. Można zapytać, co to za problem, skoro mieszkają w wybranym przez siebie mieszkaniu? Faktycznie, sprawa jest prosta, dopóki w życiu kredytobiorców nic się nie zmienia. Jednak osobom, którym powiększyła się rodzina, rozpadł związek, albo których praca zawodowa wymagała migracji, horrendalnie wysokie kredyty, niemożliwe do spłacenia za cenę uzyskaną ze sprzedaży mieszkania, uniemożliwiają normalne życie.

A przy tym, 2008 rok nie był jedynym ciosem, jaki spadł na kredytobiorców frankowych. Kolejny zafundował im Szwajcarski Bank Narodowy, uwalniając 15 stycznia 2015 roku kurs franka względem euro, utrzymywany stabilnie od 2011 roku. W tym dniu kurs franka wzrósł z 3,55 do 4,32 PLN. Od tamtego czasu oscyluje wokół 3,80 PLN. Dla osób biorących kredyt tuż przed krachem w 2008 roku oznacza to, że wysokość ich kredytu liczona w złotych wzrosła o niemal 100 proc.!

Pyrrusowe zwycięstwo

Trudno się dziwić, że w opisanej sytuacji część frankowiczów i prawników, postanowiła przyjrzeć się bliżej umowom, jakie banki dawały klientom do podpisu. Pierwsze skutki ich działań pojawiły się już w 2011 roku. Wówczas, na skutek protestów przeciwko horrendalnym spreadom (sięgającym 13 proc.!), wprowadzono ustawą możliwość regulowania rat bezpośrednio we frankach, kupowanych na wolnym rynku. Z punktu widzenia frankowiczów było to jednak pyrrusowe zwycięstwo, bo ani nie eliminowało ryzyka kursowego, ani nie pozwalało sprzedać mieszkania.

Im bardziej rósł kurs franka, tym więcej klientów występowało przeciwko bankom. Żądania frankowiczów były bardzo różne. Od przewalutowania kredytu (zamiany na złotówkowy) po kursie bieżącym (z dnia żądania) po unieważnienie całej umowy. Wskazywali przy tym, że w relacjach z bankami kredytobiorcy byli konsumentami, umowy kredytu proponowane przez banki wręcz naszpikowane były tzw. klauzulami abuzywnymi, a prawo (art. 385[1] k.c.) stanowi jasno, że takie postanowienia są dla konsumentów niewiążące.

Klauzule abuzywne i indeksacja

Czym są klauzule abuzywne, o których ostatnio stało się tak głośno? To anglicyzm opisujący takie postanowienia umowy, które “kształtują prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy”. Jako abuzywne wskazywano liczne postanowienia zawarte w umowach, różniące się w zależności od banku udzielającego kredytu. Najczęściej jednak wskazywano, że niedozwolony jest sam mechanizm indeksacji kredytów, czyli uzależnienie jego wysokości od kursu franka.

Tutaj dochodzimy do kolejnego często używanego ostatnio określenia, czyli indeksacji. O co w nim chodzi? Otóż kredyty frankowe nie były nigdy udzielane we frankach! Są to praktycznie zawsze kredyty złotowe. Zarówno określenie wysokości kredytu, jego wypłata, jak i spłata rat następują w złotówkach.

Co więc robi tam frank? Najpierw banki przeliczały na niego wartość udzielonego kredytu (po cenie kupna franka), a następnie uzyskaną w ten sposób kwotę dzieliły na liczbę rat w zależności od terminu spłaty kredytu (najczęściej 360, czyli 30 lat). Od tego momentu wysokość kredytu była stała we frankach (i zmniejszała się z każdą spłaconą ratą). To, ile złotówek trzeba wydać na jego spłatę, zależało już tylko od kursu (sprzedaży) franka w chwili spłaty raty. Czyli kredytobiorca musi wpłacać bankowi tyle złotówek, ile bank uważa za niezbędne, żeby móc kupić kwotę franków równą wyliczonej przez bank racie kredytu (dla uproszczenia pomijam skutki spłacania rat bezpośrednio we frankach).

Drugi najczęściej podnoszony zarzut dotyczy abuzywności sposobu określania kursu, po którym banki dokonują opisanego wyżej przeliczenia złotówek na franki i z powrotem. Zwykle bowiem banki przyznawały sobie prawo samodzielnego określania wysokości kursu, po jakim następowało określenie wysokości zadłużenia, a następnie wysokości raty. To właśnie ten mechanizm pozwolił bankom na zwiększanie swoich zysków przez podwyższanie spreadów.

Jak się szybko okazało, podobną opinię miały nie tylko banki, ale też polskie sądy. Sięgały przy tym po cały wachlarz prawniczych “wytrychów”, by wyjaśnić, że frankowicze sami są sobie winni, bo liczyli na zyski, a muszą mierzyć się ze stratami. Pionierzy bojów z bankami mieli więc okazję usłyszeć, że volenti non fit iniuria (chcącemu nie dzieje się krzywda) oraz że w polskim prawie obowiązuje zasada swobody umów. Wprawdzie swoboda kredytobiorców sprowadzała się w praktyce do decyzji, czy wziąć kredyt, ale sądom to wystarczało. A skoro kredyt wzięli to pacta sunt servanda (umów należy dotrzymywać). Wyroki odmienne, wskazujące, że niektóre postanowienia umów (najczęściej sposób obliczania kursu franka samodzielnie przez bank) są niezgodne z prawem, należały początkowo do rzadkości.

Na scenę wkracza TSUE

W tym momencie na scenę wkracza TSUE. Od 2014 roku powoli, a od 2017 roku już w licznych wyrokach odpowiada on na pytania sądów z różnych krajów Europy Środkowej, jak stosować w sprawach frankowych postanowienia dyrektywy 93/13 w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich.

Krok po kroku wyroki TSUE uczą sądy polskie, ale też węgierskie czy rumuńskie, że w relacjach przedsiębiorców z konsumentami nie zawsze jest tak, że trzeba dotrzymywać zawartych umów, bo narzucane w nich warunki nie zawsze są uczciwe wobec tych ostatnich.

Nie znaczy to, że kłopoty frankowiczów zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Był to raczej początek biegu z przeszkodami, którego finał właśnie obserwujemy.

Dzięki TSUE udało się wywalczyć uznanie, że postanowienia umów dotyczące indeksacji nie były sformułowane jednoznacznie, choć były gramatycznie poprawne. TSUE stwierdził, że konieczne jest, żeby konsument był w stanie oszacować konsekwencje ekonomiczne zawieranej umowy. Udało się też ustalić, co znaczy rzetelna informacja o ryzyku, jakie niesie za sobą kredyt w obcej walucie (i że żaden bank takiej rzetelnej informacji nie udzielał).

Najnowsza odsłona sporu o kredyty frankowe

Najnowsza odsłona sporu o kredyty frankowe dotyczyła tego, co ma zrobić sąd, kiedy dochodzi do wniosku, że umowa kredytu jest wadliwa. Dyrektywa 93/13 pozwala w takim przypadku zastąpić postanowienia umowy przepisami prawa. Warunkiem jest jednak, żeby były to przepisy dyspozytywne, czyli takie, które znalazłyby zastosowanie, gdyby strony nie umówiły się inaczej. (Brzmi to dość skomplikowanie, ale jest to sytuacja, z którą spotykamy się często. Przykładowo, wynajmując mieszkanie, umawiamy się zwykle na jakiś termin wypowiedzenia, np. miesiąc. Gdyby tego jednak nie zrobić, zastosowanie znajdzie przepis kodeksu cywilnego, zgodnie z którym termin wynosi 3 miesiące. To właśnie jest przepis dyspozytywny).

Od 2008 roku banki nieustannie powtarzają, że nawet jeśli klauzule indeksacyjne w umowach kredytu są wadliwe, to nie można przeliczyć całości spłaconego już kredytu na złotówki po kursie z daty jego uruchomienia, ani tym bardziej uznać, że umowa jest nieważna, bo to “zagrozi stabilności systemu bankowego”. Innymi słowy, będzie kosztowało to banki zbyt wiele pieniędzy.

Początkowo wszystkim, zarówno bankom, jak i decydentom, a często nawet samym frankowiczom, wydawało się, że faktycznie, banki są “zbyt duże, by upaść” i trzeba brać pod uwagę ich interesy. Tak też myślały sądy i dlatego szukały sposobów na ulżenie bankom w niedoli, jaką miało być dla nich unieważnienie kredytów frankowych. Jednak w polskim prawie nie ma przepisów dyspozytywnych, które mówiłyby, co się stanie, jeśli nie zostanie ustalony kurs waluty, w której indeksowany jest kredyt. Sądy szukały więc przepisów, które da się zastosować i dotarły aż do prawa wekslowego. A do tego same zmieniały obowiązujące umowy, czy to zastępując kurs ustalany samodzielnie przez banki kursem NBP, czy to zastępując oprocentowanie ustalane na bazie LIBORu WIBORem.

TSUE w sprawie Dziubak

Tutaj dochodzimy wreszcie do źródła gwałtownego wzrostu zainteresowania frankowiczami, czyli wyroku TSUE w sprawie Dziubak. Wyrok ten zapadł w odpowiedzi na pytania prawne Sądu Okręgowego w Warszawie. Co istotne, sąd nie pytał, czy postanowienia umowy kredytu indeksowanego frankiem są wadliwe, ale co może zrobić sąd kiedy stwierdzi, że takie są i brak jest przepisów dyspozytywnych. Odpowiedź TSUE była stanowcza i jednoznaczna. W takim przypadku można unieważnić całą umowę kredytu, albo ją “odfrankowić”.

  • Unieważnienie umowy skutkuje tym, że należy zwrócić bankowi taką kwotę, jaką się od niego otrzymało, bez żadnych odsetek, opłat i prowizji.
  • Natomiast odfrankowienie polega na przeliczeniu samego kredytu i wszystkich spłaconych rat na złotówki i dalszym spłacaniu kredytu zgodnie z pierwotnym harmonogramem, przy oprocentowaniu opartym na LIBORze, tyle że w złotówkach (i z niższą ratą lub krócej).

I co nie mniej ważne, które rozwiązanie przyjąć, decyduje konsument.

Jak więc wygląda sytuacja frankowiczów na progu 2020 roku?

Doszliśmy do etapu, w którym frankowicze nie są skazani na spłacanie przez kolejne 15-20 lat kredytów, bez możliwości przeprowadzki i wyjścia z wybitnie nieudanej inwestycji. Wprawdzie jedyną drogą uwolnienia się jest droga sądowa, która – co do tego nie ma wątpliwości – będzie długa i kosztowna, ale na jej końcu, to oni mogą okazać się beneficjentami pazerności banków.

Polskie sądy, zarówno Sąd Najwyższy, jak i sądy powszechne, stopniowo przekonują się, że umowy dotyczące kredytów frankowych zawierały wadliwe postanowienia. Wiele kwestii ściśle prawniczych – pominiętych w tym artykule – wymaga jeszcze wypracowania jednolitej interpretacji. Nadal są obszary, w których może się okazać niezbędna kolejna interwencja TSUE. Jednak – dzięki TSUE – możliwe do osiągnięcia korzyści już teraz czynią wysiłki frankowiczów opłacalnymi.

No, dobrze, co jednak ze “stabilnością systemu bankowego”? Cóż, o to powinny były martwić się banki, kiedy sprzedawały konsumentom kredyty. Teraz też jest to tylko ich problem.

TSUE podkreślał wielokrotnie, że rolą sądów nie jest troska o sytuację finansową banków. Przeciwnie, przepisy o ochronie konsumentów mają zniechęcać profesjonalistów zawierających umowy z konsumentami do wprowadzania do nich klauzul abuzywnych. Żadna sankcja nie jest tutaj zbyt surowa.

O tym, czy faktycznie jakimś bankom grozi upadłość z powodu nagłego zalewu spraw frankowych wiedzą tylko same banki i KNF. Warto jednak zauważyć, że od kilku lat ta ostatnia nakłada na banki z dużym portfelem kredytów walutowych obowiązek zwiększania kapitałów własnych, żeby uniknąć czarnego scenariusza.

W rozmowach na temat frankowiczów często zestawia się ich z kredytobiorcami złotowymi, wskazując, że ci ostatni nie ryzykowali i płacili za to wyższym oprocentowaniem, więc nieuczciwością jest obdarowywanie frankowiczów kolejnymi przywilejami. To oburzenie można uznać za częściowo uzasadnione. Jednak zanim potępi się roszczeniowość frankowiczów, warto pamiętać, że:

  • często nie mieli oni wyboru (z powodu korzystniejszej kalkulacji zdolności kredytowej dla kredytów frankowych);
  • nikt z nich nigdy nie został rzetelnie poinformowany o ryzyku, jakie niesie za sobą kredyt we frankach (zarówno jeśli chodzi o wzrost kursu, jak i o “uwięzienie” w kupionych za kredyt mieszkaniach);
  • oraz że banki zwyczajnie ich oszukiwały (stosując, a przede wszystkim dowolnie zwiększając, spready).

Gdyby w którymkolwiek sezonie tego serialu banki – jak same zapisały w Kodeksie Etyki Bankowej – obsługiwały ich rzetelnie, starannie i uczciwie, prawdopodobnie dalej spokojnie płaciliby kolejne raty i pogodzili się z poniesionymi stratami. To nie roszczeniowość frankowiczów, ale buta i chciwość (oraz krótkowzroczność) banków doprowadziły do sytuacji, w której z dużym prawdopodobieństwem możemy spodziewać się w najbliższych latach zalewu spraw frankowych.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 (22) 622 52 13e-mail: grzegorz.podlasiewicz@adwokatura.pl

UOKiK wydał stanowisko w sprawie Wyroku TSUE

Grzegorz Podlasiewicz20 stycznia 2020Komentarze (0)

W sprawie wyroku TSUE kredytobiorcy frankowi otrzymują wsparcie od Prezesa UOKiK, który to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wydał stanowisko ws. ubiegłorocznego październikowego wyroku TSUE dot. kredytu frankowego państwa Dziubaków.

 

Stanowisko prezesa UOKiK

 „Skutki wyroku odnoszą się do każdej umowy zawierającej klauzule niedozwolone. Banki nie mogą żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w przypadku unieważnienia umowy” – wyjaśnia prezes UOKiK Marek Niechciał, cytowany w komunikacie.

„Orzeczenie C-260/18 jest istotne nie tylko w kwestii kredytów hipotecznych wyrażonych w walutach obcych, ale w każdej sprawie, w której występują klauzule niedozwolone. Ponieważ pojawiają się sprzeczne informacje – prezentowane przez media i w stanowiskach banków, urząd odniósł się do najważniejszych zagadnień wynikających z tego orzeczenia. Były one – zdaniem UOKiK – błędnie interpretowane i prezentowane” – czytamy.

„Obserwujemy i analizujemy bardzo różne wypowiedzi na temat rozstrzygnięcia TSUE. Niepokoją nas opinie i stanowiska, które są sprzeczne z wnioskami płynącymi z tego orzeczenia. Przygotowaliśmy stanowisko, które będzie istotną wskazówką dla kredytobiorców w walce o swoje prawa” – mówi prezes UOKiK Marek Niechciał.

Stanowisko UOKiK dot. wyroku TSUE w sprawie „Dziubak” – sprawdź tutaj >> LINK

Upadek umowy – tylko za zgodą konsumenta

UOKiK w swoim stanowisku stwierdził m.in. że orzeczenie TSUE ma znaczenie dla każdej umowy zawierającej klauzule niedozwolone, upadek umowy możliwy jest tylko za zgodą konsumenta. Takie rozwiązanie może być często dla niego korzystne.

Ponadto nie można uznać art. 358 par. 2 kodeksu cywilnego odnoszącego się do średniego kursu NBP za przepis dyspozytywny. Tym samym nie można stosować tego przepisu w miejsce nieważnych, niedozwolonych postanowień umów kredytowych w CHF i zastępowanie go kursem NBP. Urząd dodaje, że bankowi nie przysługują uprawnienia do żądania wynagrodzenia za korzystanie z kapitału oraz odsetek, gdy sąd unieważni umowę o kredyt hipoteczny wyrażony w walucie obcej.

Śledząc coraz częściej pojawiające się doniesienia o próbach nacisku przez banki na kredytobiorców kwestionujących ważność umów kredytowych ze względu na zawarte w nich klauzule abuzywne, nie widzę podstaw prawnych, aby były one uprawnione do żądania jakichkolwiek sum pieniężnych od swoich klientów, gdy sąd unieważni umowę. Przypominam, że przyczyną takiego orzeczenia jest stosowanie przez bank klauzul niedozwolonych, co narusza dobre obyczaje i interesy konsumentów” – uważa Marek Niechciał.

„Nie może być zgody na to, że tylko konsumentów obciążają sprzeczne z prawem działania banków. W takiej sytuacji tylko klienci instytucji finansowych ponoszą konsekwencje, a bank nie ponosi żadnych, wręcz czerpie korzyści, mimo że stosował postanowienia abuzywne. Jest to ewidentne niezgodne z postanowieniami dyrektywy 93/13 dotyczącej nieuczciwych warunków umownych„– podsumowuje Prezes Niechciał.

 

Z pewnością zainteresuje Cię moja krótka refleksja na temat wyroku TSUE z 03.10.2019 r. Co oznacza dla kredytobiorców? Sprawdź tutaj >> LINK

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 (22) 622 52 13e-mail: grzegorz.podlasiewicz@adwokatura.pl

Banki zniechęcają klientów! Ich działania polegają na opornym wydawaniu dokumentów dotyczących umów kredytowych i na podnoszeniu opłat za ich wydawanie. Trzeba na nie czekać nawet do 6 miesięcy i często ponosić wysokie opłaty! W tej sytuacji nie spodziewałbym się propozycji ugodowych ze strony banków. Dla nich bardziej korzystne jest obracanie środkami aż do prawomocnego wyroku. W tym momencie niestety, to perspektywa już 3-4 lat.

Obecnie Banki skupiają się na zniechęcaniu klientów do kierowania spraw do sądów. Tam bowiem coraz częściej przegrywają. A każdy kredytobiorca, który rezygnuje z dochodzenia swoich roszczeń, to oczywiście dla Banków czysty zysk.

Jeden z banków potrafił zażądać za komplet takiej dokumentacji to ponad 1500 złotych, natomiast standardowo powinna być to kwota nie większa niż 200-500 zł.

Na pewno zainteresuje Cię ostatni wpis dotyczący roszczenia o bezumownym korzystaniu z kapitału>> LINK

Banki nie mogą odmówić wydania zaświadczenia o stanie kredytu

O ile opóźnienia w wydawaniu dokumentów mogą wynikać ze zwiększonego zainteresowania kredytobiorców, tak pozostałe działania mają charakter w pełni świadomy i służą utrudnianiu dochodzenia roszczeń. Banki nie mogą odmówić wydania zaświadczenia o stanie kredytu.

W przypadku oczekiwania powyżej miesiąca proponuję złożyć oficjalną reklamację. Możemy to zrobić osobiście, pisemnie lub poprzez system bankowości elektronicznej. Wcześniej należny sprawdzić czy nasza reklamacja została umieszczona w systemie.

W sytuacji gdyby jednak Bank nadal nie przedstawił swojej odpowiedzi na reklamację, moim zdaniem, należy zwrócić się z pismem – skargą do Komisji Nadzoru Bankowego.

Skala problemu

Ponadto trzeba podkreślić rozmiar problemu. W sądach jest obecnie ok. 25 tysięcy spraw wniesionych w ostatnich 4 latach. Pozwolę sobie ponadto przypuszczać, że w najbliższej przyszłości liczba spraw frankowych w sądach będzie nadal rosnąć. Rząd nie będzie szczególnie aktywny ws. Frankowiczów.`

Aktywnych kredytów pozostaje ponad 450 tysięcy. Natomiast spłaconych, a więc tych, z którymi również można iść do sądu, jest dalsze ok. 300 tysięcy. Jak pokazują powyższe statystyki, skala jest ogromna. Banki walczą więc  o każdego klienta i dopuszczają się różnego rodzaju przemyślnych działań zniechęcających.

Rozwiązanie problemu i wyrok w sprawie V ACa 567/18

Tak wielka ilość kredytów wymaga przyspieszenia rozpatrywania spraw ślimaczących się w sądach. Rozwiązaniem powyższego problemu jest rozstrzyganie sprawy na pierwszej rozprawie. Może do tego dojść, jeśli sąd zdecyduje się wydać wyrok wyłącznie w oparciu o przedstawione przez stronę dokumenty. Często już w ten sposób można ocenić, czy znajdujące się w umowie postanowienia są niedozwolone oraz czy można dokonać  jej nieważności.

Jeśli umowa jest nieważna, to nie ma przecież potrzeby powoływania biegłego, bowiem kwoty, o zwrocie których rozstrzyga sąd, wynikają bezpośrednio z dokumentów.

Istotnym i napawającym nadzieją jest wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 23 października 2019 r. w sprawie V ACa 567/18. Sąd uznał  bowiem, że umowa jest nieważna, a zatem nie ma potrzeby korzystania z biegłego. Jednak rozstrzyganie sporów na pierwszej rozprawie jest póki co rozwiązaniem bardzo rzadko stosowanym przez sądy. Wynika to z obaw przed późniejszym zarzutem apelacyjnym nierozpoznania istoty sprawy co zdarza się jedynie u sędziów nie będących pewnych swoich rozstrzygnięć.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 (22) 622 52 13e-mail: grzegorz.podlasiewicz@adwokatura.pl

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w dniu 3.10.2019 r. wydał korzystny wyrok dla „frankowiczów”. Banki zaczęły zastanawiać się jak tu spowolnić procesy stwierdzające nieważność toksycznych umów kredytowych denominowanych do franka szwajcarskiego. Wymyślono więc w przypadku unieważnienia umowy kredytowej roszczenie o bezumowne korzystanie z kapitału.

O sprawie przeczytasz tutaj >>> LINK

Co to oznacza w praktyce?

Oznacza to, że kredytobiorca będzie musiał zwrócić bankowi wypłaconą mu w złotówkach kwotę kredytu. Natomiast bank będzie musiał zwrócić kredytobiorcy wszystkie kwoty wpłacone przez niego w toku realizacji umowy. Dotyczy to wszystkich kwot wpłaconych tytułem rat i odsetek, ubezpieczenia, a także prowizji i innych opłat.

Związek Banków Polskich natomiast sugeruje, że w przypadku unieważnienia umowy kredytu roszczenie banku mogłoby przewyższać stan zobowiązań, który istniałby przy utrzymaniu umowy w mocy. Sektor bankowy wskazał na możliwość formułowania takich roszczeń. Nie wskazał jednak, zarówno podstawy prawnej, jak i sposobu wyliczenia potencjalnych kwot. Można rzecz, że to na tyle straszenia.

Co chce osiągnąć bank?

Moim zdaniem, jeżeli sąd stwierdza nieważność umów kredytowych to umów tych po prostu nie ma. To tak jakby złodzieja nagradzać za to, że kogoś okradł. Bez wątpienia działanie banku zmierza do wywołania efektu zniechęcenia kredytobiorców przed dochodzeniem swoich roszczeń na drodze sądowej.

Proponowane rozwiązanie jest sprzeczne również z wyrokiem TSUE opartym na dyrektywie 93/13, której celem  jest ochrona rynku, konsumentów i uczciwych przedsiębiorców przed nieuczciwymi  przedsiębiorcami. Jednym z podstawowych motywów dyrektywy jest „odstraszanie” przedsiębiorców od stosowania klauzul abuzywnych, a także zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony konsumentów.

Abstrahując od powyższego na marginesie należy wskazać, że roszczenia przedsiębiorców, a takim jest bank przedawniają się z upływem trzech lat.  Podobnego zdania był Sąd Najwyższy, w wyroku z 24 kwietnia 2003 r., sygn. akt I CKN 316/01 

Podsumowując, o wynagradzaniu banków za stosowanie klauzul abuzywnych nie może być mowy.

Ponadto stoję na stanowisku, że skoro konsument również dokonywał wpłat poszczególnych rat kredytów, to posiadałby podobne roszczenie wobec banku!

Więc nie ma się czego bać tylko rozpocząć walkę o swoje z bankiem.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 (22) 622 52 13e-mail: grzegorz.podlasiewicz@adwokatura.pl